Świstokliki

czwartek, 4 lipca 2013

Tożsamość

Nazajutrz ruszyła w stronę kamieniczki, w której zamieszkiwał Bronek. To jego postanowiła odwiedzić jako pierwszego.
Z głową kłębiącą się od natrętnych myśli, żwawym krokiem szła jedną z warszawskich ulic, rozglądając się w okół siebie.
Na Warszawę patrzyła z pogardą, tym rodzajem pogardy, jaki można sobie wypracować będąc tylko "w mieście, które nie śpi" - Nowym Jorku. Drapacze chmur, pobłyskujące różnokolorowymi neonami kusiły, a tętniące życiem miasto przypominało, że to tu, w Ameryce, życie tak naprawdę jest życiem.

Nigdzie indziej.

Stanąwszy przed drzwiami mieszkania Bronka, energicznie zapukała. Wyprostowana jak struna, spięta, do granic możliwości stała i czekała, aż w drzwiach stanie jej stary przyjaciel. Po kilku minutach ktoś z ociąganiem poczłapał pod drzwi i wlepił oko w wizjer. Drzwi otworzyły się powoli.

- Celina? - głos Bronka wyjaśniał wszystko. Nikt się jej tutaj nie spodziewał, a jej wizyta burzyła plany tych, którzy w spokoju chcieli spędzić sobotni wieczór.
- Jestem - powiedziała słabo, a w oczach zaskrzyły się łzy. Patrzyła na Bronka, na jego umęczoną twarz i nie potrafiła odnaleźć w niej ani odrobiny radości z tego spotkania. Czyżby wszystko wiedział? Miał ją za amerykańskiego szpiega? Co, u diabła, zadecydowało o tym, że tak cierpko ją przywitał?
- Wejdź do środka - powiedział, pozwalając jej pójść przodem.
Niepewnym krokiem ruszyła przed siebie, potykając się o porozrzucane bagaże, które torowały drogę. Wyglądało na to, że Bronek wrócił z jakiejś dalekiej podróży - zapewne z zagranicy. Jej uwadze nie ominęła damska walizka. W mieszkaniu musiała być też Wanda.
- Chodź do kuchni - mówił, gładząc się po  twarzy.
Odsunęła jedno z krzeseł i usiadła. Nie wiedziała, jak ma się zachować, co ma robić. Pod wzrokiem Bronka czuła się naga, zupełnie bezsilna. On zdołał rozbić jej pancerz pewności siebie. Wewnątrz poczuła się tą starą, niepewną i lękliwą Celiną.
Bronek przysiadł na jednym z krzeseł, oparł łokcie na blacie stolika i wyczekująco wpatrywał się w jej twarz. Wodził wzrokiem po niej całej, przyprawiając o zawstydzenie. Ale nie był to wzrok pożądliwy, dwuznaczny. To był wzrok, który miał rzucić cień niepewności, żalu i zdumienia. Jakby patrzył na kobietę którą znał kiedyś, a teraz mu zupełnie obcą.
- Bronek, co się dzieje? - wydukała, bliska łez.
Mężczyzna spuścił wzrok i przetarł zmęczone oczy. Nie golił się co najmniej od tygodnia, gęsty zarost pokrywał jego twarz.
- Celina, zjawiałaś się w nieodpowiednim momencie. Mamy tutaj niezły kocioł.
Kocioł? - pomyślała - Co on ma na myśli?
- Nie bardzo rozumiem...
- Posłuchaj - zaczął, widziała, jak wzrasta w nim zdenerwowanie - Powinnaś stąd jak najszybciej wyjechać. Poszukają ciebie. Poszukują nas wszystkich. Ubecy nie będę wobec ciebie łaski, choć kiedyś byłaś w serdecznych stosunkach z co niektórymi - zakończył, przygryzając wargę.
W serdecznych stosunkach? A więc tak - pomyślała - zjawiłam się tutaj tylko po to, by usłyszeć całą litanię zażaleń i polecenie, bym jak najszybciej wyjechała. Ale jak, jak mam to zrobić, jeżeli spoczywa na mnie zadanie, które bez zwłoki trzeba wykonać?
- To niemożliwe. Bronek, w tym czasie to niemożliwe - Celina wypluwała z siebie słowa z nieprawdopodobną szybkością, mnąc materiał obrusu, oddychając ciężko i ze świstem wypuszczając powietrze.
Jak miała mu to powiedzieć? Ot, tak, po prostu narzucić rozmowę i pogawędzić sobie o swoim zakładniku, który z nią pracuje? Miała powiedzieć, że na Pradze trzyma sobie Rainera z którym ma do spełnienia zadanie? Wyśmiałby ją i kazał się wynosić.

Wynosić, bo nie potrafiłby mnie odstrzelić, jak każdej jednej gnidy, które szwendały się Polsce.

- Co cię tu trzyma? - zapytał.
To pytanie zawisło nad nimi, jak ciężka, burzowa chmura. Celinie zaschło w gardle, na czole pojawiły się kropelki potu, dłonie drżały. Zbierała się na to, by mu powiedzieć. Chciała wykrzesać z niego choć nutkę zrozumienia, chciała wyczuć tą nitkę porozumienia, która przez ostatnie dwa lata zerwała się. Tęskniła za dobrymi relacjami koleżeńskimi, które kiedyś ich łączyły. Teraz tego nie było, choć rozpaczliwie za tym tęskniła.
- Zadanie - wydusiła z siebie, jeszcze bardziej miętosząc materiał, który teraz wyglądał jak wypluty i zasłany na stole.
- Celina, wydaje mi się, że nie jest to zadanie, którym chciałabyś się chwalić swoim przyjaciołom - stalowoszare oczy Bronka spoczęły na niej po raz kolejny. Były pełen bólu i żalu. Oczy kogoś, kto właśnie traci przyjaciela. Przejmujące i rozpaczliwie poszukujące odpowiedzi.

Odpowiedzi, która jedynie pogorszyłaby wszystko.

- Rząd polecił mi odszukanie światowej sławy fizyka, niejakiego profesora Blachnitzky'ego - zaczęła szybko - Muszę zgarnąć Niemca, który zajmuje się produkcją pocisków rakietowych. A pomóc ma mi w tym Rainer.

Cisza. Cisza pochłaniająca każdy jeden milimetr tego ciasnego, krztuszącego się od namiaru rzeczy mieszkania. Cisza gęstniejąca od każdego jednego słowa, które wychodzi ze strony Celiny.

- Musisz mi pomóc - szepnęła, nachylając się w jego stronę. W jej oczach pojawiło się nieme błaganie, jakie przed chwilą doszukała się w jego.
- Radź sobie sama - rzucił, sięgając po kubek i wstając od stołu.

To miała być odpowiedź, która miała zastąpić cały sznur splatających się ze sobą faktów (a raczej podejrzeń), które miał wymierzone przeciw niej. Nie myliła się. Był rozsądnym mężczyzną, trzymającym się z daleka od podejrzanych spraw. Nie zaufał jej. Miał prawo. Przecież jeszcze rok temu, gdy pracowała dla "czerwonego" wydawnictwa rozszarpywali ją wzrokiem. Bronek mając to na uwadze, nie chciał ryzykować. W dodatku w całą tą sprawę zaangażowany był Rainer.

- Celina, ja już właściwie nie wiem, kim ty jesteś - szepnął, stając na przeciw niej i mierząc ją wzrokiem.

Była zmęczona i bezsilna. Wyczerpana nadmiarem spojrzeń, które musiała na sobie dźwigać, słów, które tak bardzo bolały i rozbita tym, że Bronek uderzył w jej czułe miejsce - pewność siebie. Teraz słaba, bezsilna i załamana nie była w stanie działać.
A utraconą witalność mógł jej dać tylko Nowy Jork, który odpłynął bezpowrotnie, jak kolejny dzień.

Była sama i nikt nie chciał jej pomóc. Ciągle podejrzewana, traktowana z dystansem.
Niepotrzebna.

No właśnie, kim ja właściwie jestem? - pomyślała, wracając z mieszkania Bronka.

2 komentarze:

  1. Fajnie, fajnie ;)
    Dzięki Ci, Autorko, że nie wepchnęłaś tam między Celinę i Bronka Dziuni, bo jej obecność zepsułaby tę sytuację.... ::)
    Niech się Celinka spotka w następnej części z Władkiem, ale błagam, bez żadnych oskarżeń czy coś w tym stylu, niech to będzie takie spotkanie jak to z Marysią... :>

    OdpowiedzUsuń
  2. Kochana, strasznie podoba mi się, jak piszesz! Pamiętam Twoje pierwsze opowiadania i powiem Ci, że ogromne postępy. Postać Bronka jest bardzo prawdziwa.

    OdpowiedzUsuń

Obserwatorzy