Dla Clarion,
rozpaczliwie
domagającej się tekstu ociekającego lukrem :)
Szaleństwo
Czy mi wybaczysz moje zazdrosne
rojenia
Szaleństwo mej miłości wciąż
nieokiełznane?
A. Puszkin ,,Czy mi wybaczysz?”
Lato. Warszawa skąpana w
słońcu, ulice topiące się pod żarem promieni, dzieci piskliwie przemykające po
ulicach, zapach waniliowych lodów, orzeźwiające oranżady na baczność stojące za
szklanymi witrynami. Młodzi, dorośli, starcy – wszyscy zakochani – trzymający się
za ręce i czule wpatrujący w swe jasne oblicza.
Turkot kół rowerowych,
przesuwających się po rozpalonych alejach.
I wśród tego wszystkiego oni,
trzymający się za ręce, wymieniający te czułe, wszechobecne spojrzenia, od
których Warszawa pęka, niczym serce dźwigające ciężar największej miłości.
Idą alejami ujazdowskimi
wtuleni w siebie, szepcąc raz po raz jakieś gorące, niepoprawne słowa.
- Kocham cię – powtarza jej, jakby świata nie było, a gdzieś pośrodku tej pustki byli oni, tak mocno zakochani, jak para młodzieńców, poznających smak pierwszego pocałunku.
- Kocham cię – powtarza jej, jakby świata nie było, a gdzieś pośrodku tej pustki byli oni, tak mocno zakochani, jak para młodzieńców, poznających smak pierwszego pocałunku.
Zasłona intymności otula ich
pomimo tego, że wokół nich przesuwa się kilkadziesiąt osób, ciekawie
spoglądających w ich stronę.
- Jesteś dla mnie tym, co
mogę stracić i tym, co mogę zyskać – mówi, nie zastanawiając się zbytnio nad
sensem swoich słów – wie, że wypowiada je z uczuciem, a ich matką nie jest
jakaś zabłąkana myśl, ale serce, bijące tylko i wyłącznie dla niego.
Dla Otta.
* * *
W swoich sercach, oprócz
ogromnej miłości, jaką nieśli dumnie i z ochotą, musieli znaleźć miejsce dla
ciężkich wspomnień, które jeszcze nie dawno pochłaniały każdą ich chwilę. Wojenny
koszmar, niepewność, rozstania i powroty. Obozowa codzienność, lęk o jutro i
nieskończona ilość płomyków nadziei, które tliły się nie raz, ale równie szybko
gasły. Łzy, które grubą skorupą osiadły na dnie ich serc, nie dające o sobie
zapomnieć. Pozostawiające trwały, niezatarty ślad. Wspomnienia, które zamiast
ulecieć w niepamięć, tkwiły gdzieś w głębi ich zakochanych serc, uśpione, ale
nie wyrzucone.
Wiedzieli, że chcąc się ich
pozbyć, pozbyliby się miłości.
Bo nie byłoby tego uczucia
bez bólu, cierpienia, jakie musieli znieść. Nie byłoby czułych słówek,
znaczących uśmiechów, pocałunków składanych na drżące wargi o północy. Bez
opieki, jaką się otaczali, wsparcia. Dlatego
tak usilnie dbali, by wspomnień z serca nie wyrzucać, ale i ich nie
rozgrzebywać.
Bo będzie boleć, nie tak
zwyczajnie, jak się skaleczy nożem; ale o wiele bardziej.
* * *
Lipcowe wieczory są ciepłe i
przyjemne. Lekki wiatr pieści karki przechodniów, szwendających się po Starówce
i okolicy. Miejscowi zaglądają do pobliskich cukierń, do restauracji, lub
przybywają na wieczorne seanse.
A oni, jakby tworząc opozycje
dla wszystkich warszawiaków, po prostu śmieją się serdecznie, siedząc na jednej
z ławek.
- Stanowimy głupi
wyjątek - mówi Maria, uśmiechając się
serdecznie.
- Dlaczego? – Otto unosi brwi
do góry, przekomarzając się z ukochaną.
- Siedzimy na ławce, śmiejemy
się jak młodzi, nic nie robimy.. Po prostu tkwimy. Nawet nic nie jemy..
- Karmimy się słowami.
Tyle wystarcza, by
zrozumiała. Robi się cicho, komary natrętnie tną, a im to nie przeszkadza.
- Dziwacy – mówi pod nosem
staruszka, która drepcząc z jamnikiem śpieszy się do mieszkania, by móc jak
najszybciej ułożyć się do snu.
A oni śmieją się na głos, nie
przejmując się, że przecież dawno minęły te czasy, kiedy jako młodzieniec
włóczyło się po mieście do dziesiątej w nocy.
* * *
Maria przypomina sobie
zeszłotygodniową wizytę byłego ordynatora szpitala, Baranowskiego. Przypomina
sobie jego zdenerwowanie, drżenie rok, zmieszanie, za każdym razem, gdy
ukradkiem spogląda w jej stronę.
- Pani doktor, ja.. – zaczął
wtedy Baranowski – To znaczy, Marysiu, ja..
- Nic nie mów, Janusz. Ja
wszystko wiem, ja rozumiem – tłumaczy pośpiesznie, gdy ten wyciąga w jej stronę
drżące dłonie.
Wszystko toczy się tak
szybko; wyciągnięta dłoń, szeptane słowa, jej łzy i zaskakujący, niespodziewany
pocałunek.
Po wizycie Baranowskiego
kładzie się do łóżka, chcąc zapomnieć o rozmowie, która emocjonalnie wykrzesała
z niej ostatnie siły.
W nocy myślała o tym długo,
zalewając się potem. To, co się stało tego dnia, postanowiła zachować w
tajemnicy.
c.d.n
A więc..... :D
OdpowiedzUsuńPo pierwsze, serdecznie dziękuję za wspaniałą dedykację dla mojej skromnej osoby ;)
Cytat Puszkina oczywiście odwołuję do Otta... Sam tytuł tego opowiadania wywołał u mnie uśmiech. ;D
Całe opowiadanie jest po prostu mistrzowskie, no, do ostatnich trzech gwiazdek to arcydzieło, później nagle poziom lukru spada, ale po przespaniu się z tym tematem stwierdziłam, że Janusz, który miał słabość do Marii, widząc ją całą i zdrową po wojnie rzeczywiście mógł zrobić tak straszną-okropną-obrzydliwą-rzecz-jaką-było-pocałowanie-ukochanej-OTTA. "Pocałowanie ukochanej Otta" powinno być podkreślone trzykrotnie, zaznaczone na czerwono i powiększone, ale tutaj w edycji komentarzy nie widzę takiej funkcji... xD
Wracając do tematu...
Moje ulubione fragmenty (Tak, Kamilko, czytam to opowiadanie po raz -enty.... wczoraj na dobranoc przeczytałam je kilkakrotnie, przy czym za pierwszym razem się rozpłakałam, bo po tym wszystkim, co przeszli, Marysia i Otto są tak bezgranicznie szczęśliwi, zakochani... ::) ).
1. "Wspomnienia, które zamiast ulecieć w niepamięć, tkwiły gdzieś w głębi ich zakochanych serc, uśpione, ale nie wyrzucone.
Wiedzieli, że chcąc się ich pozbyć, pozbyliby się miłości.
Bo nie byłoby tego uczucia bez bólu, cierpienia, jakie musieli znieść. Nie byłoby czułych słówek, znaczących uśmiechów, pocałunków składanych na drżące wargi o północy." - po prostu widzę te pocałunki o północy... i się rozpływam... ♥
2. " - Stanowimy głupi wyjątek - mówi Maria, uśmiechając się serdecznie.
- Dlaczego? – Otto unosi brwi do góry, przekomarzając się z ukochaną.
- Siedzimy na ławce, śmiejemy się jak młodzi, nic nie robimy.. Po prostu tkwimy. Nawet nic nie jemy.. " - Maria, która się serdecznie uśmiecha, Otto, który przekomarza się z ukochaną... To tutaj tryska z oczu fontanna łez... ;) A, i powszechnie wiadomo, że tak prozaiczne rzeczy jak jedzenie nie są dla M&O, bo nawet jeżeli Maria przygotowuje kolację, to czuje wtedy na sobie dotyk Otta, itd... I jeżeli autorka opowiadania przypomni sobie, że na początku pisała coś o kolacji, to ta kolacja z reguły jest już zimna, uahahahah :D
3. "I wśród tego wszystkiego oni, trzymający się za ręce, wymieniający te czułe, wszechobecne spojrzenia, od których Warszawa pęka, niczym serce dźwigające ciężar największej miłości. Idą alejami ujazdowskimi wtuleni w siebie, szepcąc raz po raz jakieś gorące, niepoprawne słowa." - skomentowałabym to po prostu tak: OmójBożejakietourocze :D
I mój ostatni ulubiony fragment (to Cię zaskoczy! :D):
4. "W nocy myślała o tym długo, zalewając się potem. To, co się stało tego dnia, postanowiła zachować w tajemnicy." - widzę ją miotającą się, że co ona teraz zrobi, jak na to zareaguje Otto, jeżeli się dowie.... Niech Otto się dowie, błagam! Nie musi od razu pobić Janusza, ale raz, tak porządnie mógłby mu dać w twarz... Tylko co by wtedy powiedziała Maria...?
Dawać mi tutaj kolejną część! Natychmiast! Brak kolejnej części tego opowiadania to znęcanie się nad moją biedną osobą! :D
Dziękuję za piękny komentarz :-). Bardzo cieszę się, że się podobało!
OdpowiedzUsuńNo i kontynuacja będzie, moja droga! :-&