Świstokliki

czwartek, 4 lipca 2013

Powrót


Przyjechała do Polski nie bez powodu. Miała do spełnienia "specjalną misję", jaką postawił przed nią rząd. Zadanie to było dosyć ryzykowne, bo polegało na pewnej współpracy. I to nie z byle kim, ale samym Larsem Rainerem.  Nie bardzo było jej w smak wozić się po świecie z tak wielkim zbrodniarzem, jakim był Rainer, ale nie miała innego wyboru. Musiała przystać na tę propozycję, by móc odnaleźć profesora Blachnitzky'ego. Wyglądało na to, że bez pomocy Rainera się nie uda. Dostał ultimatum - albo doprowadzi do ją sławnego fizyka, albo zostanie wydany tym, którzy z radością wymierzą mu sprawiedliwość, przed jaką cały czas uciekał.
Były dni, kiedy Celina nie chciała pogodzić się ze swoim losem. Wiedziała, że tam, w Polsce, przyjaciele jej zadanie odbiorą z podejrzliwością, będą doszukiwali się drugiego dna. Nie pozwolą wejść jej do starej paczki bez odpowiedniej weryfikacji, a więc sprawdzenia jej. Gdy tylko ich tropy dotrą do Rainera, będą wiedzieli wszystko. A ona nie będzie miała nawet możliwości wytłumaczenia się.

Takie były czasy

I te czasy Celina przeklinała. W Ameryce żyło się inaczej, tam było jej wygodnie. Na co dzień wkładała męskie, dobrze skrojone garnitury, które w Polsce nie obyłyby się bez kobiecych prychnięć, pełnych pogardy. Polska dla Celiny wydawała się być kompletnie zacofaną - nie pod kątem techniki, gospodarki, choć to nie ulegało wątpliwości - ale właśnie pod kątem spojrzenia na świat, modę. Będąc w Nowym Jorku poznała mnóstwo osób, które pozwoliły jej się na nowo otworzyć - wśród nich potrafiła beztrosko śmiać się godzinami, żartować, chodzić na basen, jeździć na miejskie plaże. W Polsce było szaro, nudno i nadal niebezpiecznie.
Wiedziała, że musi na nowo stawić czoła całemu złu tego świata, które spełzło na Polskę - totalitaryzmowi, wyzyskowi, szpiegostwu, ograniczeniom obywateli, które przecież tak obezwładniało społeczeństwo.

                                                            *       *      *
Rainer okazał się uległym partnerem, przystającym na postawione mu warunki. Ani myślał sprzeciwiać się pewnej siebie Celinie, która nie traktowała swojego - bądź co bądź - wroga, jak partnera. Nie pozwalała mu na towarzyskie pogawędki, w czasie długich, nużących podróży, kiedy obojgu dokuczała nuda. Miała -  jak to określała - resztki honoru, których nie pozwoliła stracić dla tak podłej gnidy, jaką był Rainer. W chwilach, kiedy zbierało mu się na luźne rozmowy, przypominała sobie wszystkie krzywdy, jakich doznali z jego strony. Nie był i nigdy nie będzie człowiekiem czystym. Jest już przegrany. 

Przegrany, choć jeszcze nie dosięgnęła go sprawiedliwość.

Celinę dręczyły złe myśli - wiedziała, że gdy Rainer należycie spełni swe zadanie, otrzyma wolność - kartę, która uczyni go oficjalnie człowiekiem czystym. Pozwoli mu w końcu żyć normalnie. A któż, w takiej Argentynie, pozna pod bruzdami starości i kozią bródką wielkiego zbrodniarza wojennego? Nikt. I on to dobrze wiedział, dlatego opłacało mu się grać fair. 

                                                         *     *    *

- Mam nadzieję, że się zrozumieliśmy, Rainer - wycedziła Celina, patrząc mu prosto w oczy.
Przed sobą miała zgarbionego człowieczka, zarośniętego, mogłoby się wydawać, steranego życiem. Grał idealnie - to było pewne. Ona jednak nie pozostawiała przed nim złudzeń.
- I bez żadnych numerów. Jeżeli oczywiście zależy ci na twoim i tak  zgnojonym już  życiu.
Odbyli męczącą podróż i teraz, stanąwszy w Polsce, musieli działać razem. Zgodnie.
- Dostaniesz mieszkanie, w którym będą pilnowali cię jedni z nas. Co jakiś czas lokale będą zmienianie. Cóż, musimy również dbać o to, by cię nie skosili zawczasu - rzuciła - Bo i nasi, i ruscy depczą ci po piętach, czy o tym wiesz, czy nie.
Rainer przełknął głośno ślinę, skubiąc bródkę. 
- Zadbaliśmy o to, byś nie miał żadnej drogi kontaktu ze swoimi starymi przyjaciółmi. Co prawda nie musimy się martwić o to, czy nadal rezydują w Warszawie - bo nie rezydują. Ale dla chcącego nic trudnego. Z ciebie Rainer jest cwaniak - syknęła, wbijając w niego pełen wyrzutu wzrok - A takich trzeba darzyć specjalną opieką. Dwudziestoczterogodzinną - dodała.
Znaleźli się w starym, zdezelowanym mieszkaniu na Pradze. Wyglądało na to, że od powstania nikt tu nie mieszkał. Wewnątrz panował nieład, krzesła leżały na ziemi, z połamanymi nogami. W rogu stała stara, krztusząca się kurzem leżanka. Stary dywan obrastał osypującym się tynkiem. Pod oknem stał solidnie wykonany  stół. 
- Witaj w swoim królestwie, panie gnido - ucięła.
Rainer powłóczył nogami na leżankę i osunął się na nią, nie bacząc na bród. 
Jeden z mężczyzn wszedł do pokoju i skinął głową w stronę Celiny.
- Zajmiemy się nim.
- Dziękuję. Od jutra zaczynamy - szepnęła do siebie, ale Rainer powziął to jako słowa skierowane do niego. 
                                                              *      *     *
Tego samego dnia Celina starała się złapać kontakt z chłopakami. Nie wiedziała jak ich szukać, po ich dawnych mieszkaniach albo nie było śladu, albo mieszkali w nich jacyś obcy ludzie. Postanowiła więc zajrzeć do szpitala im. Dzieciątka Jezus, w którym - jak miała nadzieję - powinna znaleźć doktor Marię Konarską, teraz już swoją teściową. Zamierzała złożyć jej niespodziewaną wizytę i przy okazji popytać o przyjaciół.
Niepewnym krokiem przekroczyła drzwi szpitala. Po korytarzach kręciło się mnóstwo pielęgniarek, wśród nich krzątały się siostry zakonne, których wzrok był twardo wbity w ziemię. Przesuwając się korytarzem zerkała na tabliczki z nazwiskami doktorów. Wreszcie natrafiła na tabliczkę z nazwiskiem swojej teściowej.
Wzięła głęboki wdech i nacisnęła klamkę, która ze skrzypnięciem opadła, pozwalając otworzyć drzwi.
Wewnątrz, nad stertą kart pacjentów, siedziała Maria, gorączkowo coś notując. Zdawała się być pochłonięta swoją pracą. Nie usłyszała nawet skrzypienia drzwi. 
- Witaj mamo - rzuciła słabo Celina, przystępując z nogi na nogę
Obejrzała się przez ramię. Tępym wzrokiem patrzyła przed siebie, jakby całkowicie jej nie zauważając. W końcu wyrzuciła z dłoni pióro, wytarła poplamione atramentem dłonie w fartuch i rzuciła się w stronę synowej.
- Celina! - zatopiła się w jej ramionach, całując serdecznie dziewczynę, której łzy popłynęły po policzkach. Kochała ją, jak własne dziecko i czuła się szczęśliwa, z powodu tej wizyty - Gdzie masz Michała?
- Michał musiał zostać w Ameryce. Zatrzymała go praca. Za jakiś czas też przyjedzie - skłamała. Wcale nie zatrzymywała go praca. Michał rwał się do wyjazdu razem z nią, tłumacząc, że nie chce, by sama ruszała do Polski. Ona jednak była nieugięta i mówiła, że da sobie radę. Trudno było jej przekonać Michała, ale ten w końcu rozumiejąc, że musiało ją coś ważnego do Polski sprowadzić, dał temu spokój. 
- Tak bardzo się cieszę, że przyjechałaś, dziecko - mówiła radośnie Maria, cały czas przytulając się do synowej - Mam nadzieję, że Michałek szybko do ciebie dołączy.
- O tak - szybko przytaknęła Celina, siadając na rozłożonej kozetce. 
Rozmawiały długo, pytania teściowej wyczerpywały ją, była już zmęczona. Dochodziło do szóstej, a jej się śpieszyło. W końcu na Pradze przebywał jeden z największych zbrodniarzy Warszawy, musiała wracać do lokalu.
- Mamo, wiesz gdzie są chłopcy? - zapytała z nadzieją.
Maria skinęła głową i radośnie opowiadała gdzie każdy z nich przebywa. Celina wiedziała, że musi się z nimi spotkać.
Jak najszybciej.

2 komentarze:

  1. Ślicznie ;)
    Mam nadzieję, że Celinka właśnie taka będzie w szóstej serii - niezależna, dyktująca Rainerowi warunki.
    "Bo i nasi, i ruscy depczą ci po piętach, czy o tym wiesz, czy nie. (..)Z ciebie Rainer jest cwaniak - syknęła, wbijając w niego pełen wyrzutu wzrok - A takich trzeba darzyć specjalną opieką. Dwudziestoczterogodzinną."
    Ten fragment jest rewelacyjny. Widzę ją mordującą Rainera wzrokiem. ;D

    Miła niespodzianka, że pojawiła się też Maria ;) Nie obrażę się, jeżeli w kolejnym opowiadaniu zjawi się też Otto (jak się pewnie domyślasz :D).

    OdpowiedzUsuń
  2. Dziękuję bardzo za serdeczny komentarz! :) Postaram się napisać równie ciekawą kontynuację!

    OdpowiedzUsuń

Obserwatorzy