Świstokliki

poniedziałek, 22 lipca 2013

Cynik

Postanowiłam otworzyć dosyć oryginalny - wydaje mi się - cykl z opowiadaniami "Kim jesteś?" (niezbyt wyszukana nazwa, no cóż). Stawiam Ci wyznanie, czytelniku - Twoim zadaniem jest czytać pierwszy tekst z tego cyklu i odgadnąć kogo mam na myśli.Będę starała się troszkę "owijać w bawełnę", żeby nie było tak łatwo odgadnąć - przede wszystkim chodzi mi o nawiązanie jakiejś relacji z czytelnikiem, bo - nie będę ukrywać - nic bardziej nie cieszy autora, jak opinia czytelnika :). Mam nadzieję, że uda mi się sprostać Waszym oczekiwaniom - pomysł jest dosyć ryzykowny, a granica pomiędzy "oryginalnością" a przesadą bardzo cienka :).

W pokoju roznosił się słodkawy zapach cygaro, przyjemnie łaskoczący nozdrza. Na srebrzystej taczce spoczywała pomarańcza, cudownie iskrząca się w słońcu. Już miał zjeść owoc, kiedy w pokoju zjawił się on.
I od razu to zauważył; cyniczny uśmieszek błąkający się po ustach. Kapelusz, który bez cienia skrępowania, nie mówiąc nawet „dzień dobry” zawiesza na jednym ze stojaków. Chochliki tańczące w oczach. Chytry i przebiegły jak lis.
- Nie mogę powiedzieć, że miło mi cię widzieć – mówi, rozsiadając się w skórzanym fotelu.
- Zdobądź się choć na odrobinkę życzliwości. I szczodrości – rzuca, podchodząc do stoliczka z koniakiem.
Bez skrępowania, tego samego, które pozwalało  mu ot tak rozgościć się w gabinecie, sięgnął  po kieliszki i nalał trochę alkoholu. Podsunął mu  na biurku, po czym delektując się krótką ciszą (w której nie szczebiocze) upił mały łyk, lekko mrużąc oczy. Nie widać już było palących się chochlików, ale można było odczuć,  że rozrywają mu powieki, chcąc znowu bezczelnie tańczyć i zadziwiać. Bezwiednie obracał w dłoni kieliszek, przyglądając się płynowi, który złociście krążył w naczyniu.
- Nie podoba mi się to.
- Co? – lekkie uniesieni brwi, ten cholerny błysk w oku i nonszalanckie poluzowanie krawata – To, że goszczę się twoim koniakiem, czy raczej to, że narzucam ci swoją osobę?
- Zdecydowanie to drugie – odparł drugi, marszcząc czoło.
- Miałem nadzieję, że uda nam się polepszyć nasze relacje i zaprzyjaźnić.
- Odpuść sobie – warknięcie.
- Dzisiaj nie masz humoru.. Każdy ma gorsze dni. Wpadnę jutro. Może będziesz miał lepszy dzień?


Potem słychać tylko trzaśnięcie pięści o blat stolika. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Obserwatorzy