Świstokliki

czwartek, 29 sierpnia 2013

Tortury

"Nic się nie zmieniło.
Ciało jest bolesne,
jeść musi i oddychać powietrzem i spać,
ma cienką skórę, a tuż pod nią krew,
ma spory zasób zębów i paznokci,
kości jego łamliwe, stawy rozciągliwe,
W torturach jest to wszystko brane pod uwagę"
                                                                                                    - Wisława Szymborska, "Tortury"

Znajduję się w zatęchłej, ciemnej celi, odizolowana od świata zewnętrznego, upchnięta w jeden kąt, niczym pies, cała opuchnięta i posiniaczona. Z lewego kącika ust cieknie mi wąska strużka krwi, tak ciepła, że aż rozgrzewająca; to boli, ale jednocześnie grzeje. I jest mi dobrze, dopóki ona spływa mi po brodzie i skapuje na zimną, więzienną podłogę.
Przede mną, na krześle, siedzi człowiek, o potężnych gabarytach. Dłubie zapałką w próchniejącym zębie i patrzy na mnie beznamiętnym wzrokiem. Obojętnym. 
- Powiesz coś, doktorko? - powtarza już kolejny raz, a to pytanie dźwięczy mi w uszach i powoduje, że krew w żyłach krąży szybciej i słyszę bicie swojego serca.

Boje się. Najnormalniej w świecie się boję, tego spokojnego tonu, tego pytania. Boje się mojej odpowiedzi i swojego milczenia. 

- No cóż... - wzdycha ciężko, sięgając po gumową pałkę. Wygina ją w dłoniach na prawo i lewo, a ja już się trzęsę, wstrząsają mną najokropniejsze spazmy. Chcę sięgnąć dłońmi do uszu, by je zakryć i nie słyszeć własnego krzyku, chcę też zamknąć oczy, ale posiniałe powieki tak okropnie pieką, że nie jestem w stanie tego zrobić. 

Moje ciało płacze.

Widzę, jak robi zamach. Potem czuję, jak ta gumowa pałka ląduje z głuchym odgłosem na moich plecach. Spadam ze stołka. Wymiotuję krwią. Duszę się. 

Boże, chcę umrzeć.

                                                                               *     *     *
"Ciało wije, szarpie i wyrywa,
ścięte z nóg pada, podkurcza kolana,
sinieje, puchnie, ślini się i broczy"

Kiedy przytomnieje, pod nos podstawia mi lustro. Chwyta moją opuchniętą twarz i gwałtownie wykręca w stronę lustrzanej powierzchni.
Nie widzę swoich rysów pod grubą powłoką opuchlizny, sińców i strupów. Oczy mam tak głęboko zapuchnięte, niemalże niewidoczne. Wargi nabrzmiałe, fioletowe. We włosach skrzepłą krew i ogromny guz, sterczący niczym kikut. Wyję, ale nie z bólu; raczej z bezsilności ludzkiej. 

Nikt nie miał prawa tak mnie sponiewierać.

W którą stronę zmierza ten świat? Co dzieje się z ludźmi, że tyle w nich okrucieństwa, zezwierzęcenia, podłości, braku jakiegokolwiek poszanowania bliźniego? Kto, pytam, daje im pozwolenie na wymierzanie drugiemu kar, a nawet śmierci? 
Jest wojna. Trwa wojna, w której łamane są "reguły gry" i wraz z nimi prawa cywili. Nikt nie mówił, że będą ginęli ludzie nieuwikłani w tę politykę, ci, którzy nie skaczą z bronią, ale chcą żyć, tak jak dawniej. 

Spoglądam w oczy mojego oprawcy i widzę w nich zawzięcie, jakąś nieprawdopodobną hardość. Dostrzegam niczym nieuzasadnioną nienawiść, która skłania go do wymierzania kolejnych batów, sięgania po gumową pałkę.

- Myślisz, że bez ciebie nie poradzimy sobie w rozwiązaniu tej sprawy? Mylisz się, kobieto. Jesteś w ogromnym błędzie, a przecież masz wykształcenie.

Gardzę nim. To mnie trochę przeraża, bo zaczynam zniżać się do jego poziomu, myślę podobnie jak on, gdzieś w zalążku. Jednak ta pogarda jest nieco inna niż ta, którą on wymierza we mnie. 

Jesteś obrazą Boga, obrazą człowieczeństwa.

                                                                                   *         *        *
Nazajutrz, kiedy po ciężkim przesłuchaniu padam na zimną podłogę od razu zasypiam. Budzą mnie dopiero pokrzykiwania esesmanów i huki wystrzałów na placu apelowym. A więc to już koniec? Koniec mojego cierpienia? - myślę, uważając to, co właśnie rozgrywa się w okół mnie za swoiste błogosławieństwo. Przestanę cierpieć. Moje ciało się lekko skurczy i przestanę odczuwać ten piekielny ból. A moi synowie.

Tylko, że oni nie nadchodzą. Słyszę stukot oficerek na korytarzu, nadal słyszę wystrzały, po chwili włącza się alarm. Czyżby o mnie zapomnieli?

Zasnę.

                                                               *            *         *
- Mamo?
Powoli otwieram opuchnięte powieki. Gwałtownie łapię ostrość, promienie słoneczne kują. Widzę niewyraźne kontury mężczyzny, jednak jeszcze nie potrafię ocenić, kim on jest. Ale ten głos. Dziwnie znajomy. Nawet bardzo. Czy ja śnię?
Przed sobą mam Władka. Mojego synka.
- Władziu! - piszczę, a mój głos załamuje się.
- Nic nie mów, mamuś. Już po wszystkim. Jesteś bezpieczna.

Jesteśmy bezpieczni.





3 komentarze:

  1. - yyyyyyyyy...... - jedyne, co byłam w stanie z siebie wykrztusić przez jakieś 10 minut.

    Pierwsze, co mi się rzuciło w oczy - Szymborska!
    A następnie tytuł wiersza...
    Po prostu... przerażające. Czuję się zdruzgotana. Poważnie. Podczas lektury byłam... oniemiała. Świetnie napisane, chociaż troche przesadziłaś, w pewnej chwili musiałam zacząć się wachlować... Maria wymiotująca krwią to jednak za dużo dla mojej słabej psychiki ;)

    "- Mamo?
    Powoli otwieram opuchnięte powieki. Gwałtownie łapię ostrość, promienie słoneczne kują. Widzę niewyraźne kontury mężczyzny, jednak jeszcze nie potrafię ocenić, kim on jest. Ale ten głos. Dziwnie znajomy. Nawet bardzo. Czy ja śnię?
    Przed sobą mam Władka. Mojego synka.
    - Władziu! - piszczę, a mój głos załamuje się.
    - Nic nie mów, mamuś. Już po wszystkim. Jesteś bezpieczna.

    Jesteśmy bezpieczni." - najlepszy fragment :D
    Poprosiłabym teraz o jakąś kontynuację... ;) Trudno określić czas akcji, ale bez względu na czas, Marią mógłby się zająć Otto... ^^

    OdpowiedzUsuń
  2. Fajne są opowiadania z uwolnieniem kogoś, ucieczką. Świetnie ujęłaś myśli Marysi w takich momentach; kiedy się ją przesłuchuje. Skąd bierzesz pomysły na to wszystko?

    OdpowiedzUsuń
  3. Magdalenka, naprawdę nie wiem.. Siadam i piszę. Jak na początku coś mi zgrzyta i nie idzie, tak, jak trzeba, to po prostu kasuję wszystko i zaczynam pisać zupełnie o czymś innym. Dzisiejszy tekst miał być o Konarskich, a skończyło się na torturach samej Marysi.. Także widzisz; nie kontroluję tego zupełnie :). Dziękuję za komentarz.

    Klaudia, wiesz, trochę ryzykowałam wpasowując w ten tekst fragmenty wiersza Szymborskiej.. bałam się trochę, że zupełnie nie trafię, że pogubię się w tych metaforach (do teraz nie wiem, czy dobrze rozumiem ten wiersz - w ogóle jej wiersze; by the way - ostatnio czytałam jej tomik "Tutaj/Here", wtedy intensywnie myślałam nad nimi..).

    ja jestem taka strasznie spontaniczna i nie wiem, czy kontynuacja będzie :). Widzisz, ja chyba nie potrafię pisać czegoś "długociągnącegosię" (jak to brzmi..). Miniaturki są fajne, bo "niezobowiązujące" xD
    Pozdrowienia! I również dziękuję za czujność&komentarz ;)

    OdpowiedzUsuń

Obserwatorzy