Jego już nie ma.
Kiedyś nie potrafiła sobie wyobrazić uczucia, kiedy każda jedna myśl rozszarpuje serce, niczym cierń i boli okropnie, okropniej, niż najcięższa tortura. Nie była w stanie zrozumieć cierpienia, jakim jest utrata ukochanej, najbliższej swemu sercu osoby. A teraz muszę to poczuć - szepce.
Jej palce mimowolnie przesuwały się po twarzy Otto, tak dobrze znanej, tej, w której widziała nie raz i smutek, radość, czasem żal, najprawdziwszą trwogę przed jutrem.
Fotografia przedstawia ich radosnych, z twarzami, na których wypisany jej błogostan, celebracja chwili, która może szybko uciec i zaginąć w odmętach historii.
Dobrze, że Michał zrobił nam tę fotografię - powtarza sobie w myślach, usiłując przypomnieć sobie bardziej ten dzień.
Nareszcie go widzi. Tak wyraźnie, jak swoje dłonie, które przesuwają się po zdjęciu ukochanego.
* * *
Świeci słońce. Upał trzeszczy, uderza do głowy, spływa w postaci potu po twarzach turystów, zmusza, by opieszale sięgnąć po chusteczki tkwiące w kieszeniach spodni i spódnic. Bieszczady pękają w szwach od natłoku przyjezdnych, serdecznie witając ich przepięknym krajobrazem.
Wśród pielgrzymek ludzi widać kobietę otoczoną trójką mężczyzn. Jeden z nich idzie spokojnie, taszcząc ogromny turystyczny plecak, drugi, nieco młodszy, trajkocze urzeczony widokami, zaś trzeci uśmiecha się raz po raz w stronę kobiety.
Michał bez przerwy robi zdjęcia - a to jakiejś ładnej kobiecie, a to połoninie, która się przed nimi roztacza.
- Mamo - mówi - Spójrz tam. Tak, właśnie w tę stronę. Widzisz ten piękny okaz natury?
- Chodzi ci o tę sosnę limbę? - spytała Marysia, mrużąc oczy w słońcu i spoglądając we właściwą stronę.
- Nieee! O tę brunetkę, która wdzięczy się obok na kamieniu! - odpiera Michał, co spotyka się ze salwą śmiechu pozostałych.
- Tobie tylko jedno w głowie - kobiety. Mógłbyś skupić się na miejscu, w którym się znajdujemy? Bieszczady są naprawdę urocze. To nie Warszawa; nie ten ciągły pośpiech, powietrze przesiąknięte spalinami..
- Aż tak dużo tych aut nie jeździ - wtrąca Władek.
- Trochę jeździ, nie znasz się!
Otto stoi spokojnie obok ukochanej, popatrując przed siebie.
- Panie Kirśner, co pan taki struty? - pyta żartobliwie, zadzierając głowę do góry - Mamo, musisz pocieszyć Otto..
- Guzik... - głos Władka przywołuje go do porządku.
- Chłopcy, idziemy. Ludzie by nas wyśmiali, gdyby dowiedzieli się, że będąc w Bieszczadach, nie przemierzyliśmy Połoniny Wetlińskiej.
- Ja jednak pójdę się przyjrzeć tej osobliwej sośnie limbie.. - wtrąca Michał, podpierając dłonią podbródek.
- Męski filozofie - zaczyna Marysia - Ty lepiej słuchaj się matki, bo pożałujesz!
- Już, już. Idę.
Jak zwykle... pierwsza część mnie wzruszyła, pamiętaj, jak podliczę Ci rachunek za wszystkie chusteczki, to nigdy się nie wypłacisz... :D
OdpowiedzUsuńPiękny okaz natury... Płakałam ze śmiechu :)
" Otto stoi spokojnie obok ukochanej, popatrując przed siebie.
- Panie Kirśner, co pan taki struty? - pyta żartobliwie, zadzierając głowę do góry - Mamo, musisz pocieszyć Otto.."
Ty dobrze wiesz, że ja uwielbiam takiego Michała! Im więcej takich zdań z jego ust, tym lepiej, mówię Ci, kiedyś mój dentysta zamiast "otwórz usta" zacytuje Twoje opowiadanie i zobaczy w moim uśmiechu nawet ósemki xD
"Ja jednak pójdę się przyjrzeć tej osobliwej sośnie limbie.. "
Koleżanka kontynuuje to opowiadanko, bo pięknie się zaczyna... ;)
-Aż tak dużo tych aut nie jeździ - wtrąca Władek.
OdpowiedzUsuń-Trochę jeździ, nie znasz się!
I to wystarczyło, żeby spodobało mi się to opowiadanie ( oczywiście inne fragmenty też mi się spodobały, nie zrozum mnie źle...) :D.
Dziękuję bardzo! Kontynuacja będzie, ale, szczerze powiedziawszy, nie wiem kiedy.. Bo, och, no nie mogę się zorganizować! Z jednej strony pasowałoby coś sprzątnąć w domu, z drugiej, poczytać masę książek, a jeszcze tu zaglądnąć, tam coś skrobnąć, wyjść tu, i tam.. :).
OdpowiedzUsuńPozdrowienia!