Cała czwórka wraca do wynajmowanego domku umęczona, z zaznaczonymi na twarzy trudami wędrówki. Michał oddycha głośno, rozglądając się za przedstawicielkami płci pięknej, Władek wbija wzrok tempo w ziemię, a Marysia i Otto drepczą tuż za nimi, ściskając się za dłonie.
Jest cudownie. Słońce już chowa się za puchem chmur, przedzierając jeszcze pojedyncze promienie, które niby wąskie strzały, rozświetlają soczystą zieleń traw.
- Wszyscy jesteśmy zmęczeni i zasługujemy na odpoczynek - rzuca beztrosko Marysia, przytulając się do Otto.
- No właśnie.. to kto gotuje obiad? - rzuca wesoło Michał, ożywiony perspektywą leniuchowania pod gołym niebem.
- Jak to kto, Guzik.. Ty! - krzyczy Władek.
Jest dokładnie tak, jak za starych, dobrych czasów. Brakuje jedynie tego ważnego elementu, jakim był - a właściwie jest - Czesław. Marysia odgarnia niesforny kosmyk włosów, przysłaniających czoło. Spogląda ukradkiem na Otto. Patrzy z pietyzmem na świetliste blaski słońca, rzucane na jego twarz. Chce ją dotknąć, przytulić, ucałować w szorstki policzek z dwudniowym zarostem, ale wstrzymuje się - bo przecież przerwie tę urokliwą scenę, miłą dla jej duszy.
- Otto - mówi, zerkając, czy czasem chłopcy nie przyglądają im się z rozbawieniem - Wyglądasz tak pięknie...
A on milczy i jedynie ujmuje delikatnie w dłonie jej twarz, zatapia w niej wzrok i opiera swoje czoło o jej. Celebracja chwili się powtarza, są tylko oni; oni i roztaczająca się w okół nich panorama. Nie zwracają uwagi na chłopaków, którzy z uwagą obserwują matkę.
- Kocham cię.. - rzuca szybko i ledwo słyszalnie.
Michał i Władek odchodzą. Bo, po co też mają rozdzierać tę sferę intymności, zrodzoną przez tych obojga? To niegrzeczne. Niestosowne. Niekulturalne.
- Nie tak, jak uczyła nas mama - wtrąca gdzieś Michał, wkładając ręce do kieszeni i przygryzając źdźbło trawy.
I choć mają swoje miłości, może i tęskne, przekreślone, to idą przed siebie. Rozumieją, że to, co mieli okazję poobserwować, nie jest tanim romansem, o jakim się czyta w pierwszej lepszej książce, ale miłością.
Prawdziwą, która rwie dwoje ludzi ku sobie i nie pozwala na choćby chwilkę odpoczynku.
* * *
Domek jest niewielki, pachnie świeżo mieloną kawą i ziołami, które pęczkami wiszą nad wejściem do kuchni. Całość utrzymana jest w góralskim stylu. Znajdując się wewnątrz niego, można odczuć rozlewającą się aurę bezpieczeństwa i spokoju. Dwie sypialnie; jedna z łóżkiem małżeńskim, druga, z dwoma łóżkami, oprócz tego łazienka i niewielka kuchnia. Tyle wystarcza do szczęścia.
Obiad przygotowuje Marysia, krzątając się po maleńkim pomieszczeniu i z uwagą marszcząc brwi. Przewraca stronice pożółkłego zeszytu, spoglądając co chwila na patelnię, w której smaży się cebula. Chłopcy grają z Otto w karty, Michał jak zwykle oszukuje.
- Ty, Guzik, w łeb chcesz? - pyta z powagą Władek, trzaskając kartami o stół.
- Wyluzuj, braciszku - rzuca nonszalancko młodszy Konarski - Widziałeś, że osądzasz bliźniego?
- Widziałem!
- Dajcie spokój, chłopaki, grajmy dalej... - głos Otto jest kojący, nie ma w nim ani nutki przygany, a jednak przywołuje do porządku młodych, spierających się raz po raz.
- W takim razie grajmy - przytakuje Michał.
I grają. Pomiędzy kolejnymi uderzeniami tłuczka do mięsa, słychać tasowanie kart i ciche pomruki mężczyzn.
Poza tym, cisza.
Pomimo tego, że każde z nich jest czymś zajęte i kolejne minuty opływają w okół nich, to zdaje się, iż czas się zatrzymuje; nie ma nic, prócz bycia. Tego rodzaju bycia, które jest przyjemne, nie boli, ani przyprawia o smutek - błogiej egzystencji.
* * *
Po smacznym obiedzie, każde z nich rusza w swoją stronę. Michał decyduje, by pobyczyć się na trawie, tuż przed domkiem, zaś Władek stwierdza, że lepiej będzie, gdy wyruszy niedaleko w wędrówkę i przemyśli kilka spraw. Bieszczady są idealnym - jak podkreśla Otto - miejscem, do ułożenia wszystkich swoich spraw, a także do zakończenia pewnych rozdziałów w swoim życiu. Wraz z Marysią postanawia posiedzieć chwilę przy kawie i zwyczajnie porozmawiać. Tak, jak to zwykle robią w szpitalu, pomiędzy kolejnymi obchodami.
- Nie będę się pytał o to, czy ci się tu podoba, bo znam odpowiedź. Dlatego, zapytam cię po prostu, jak się czujesz. O czym myślisz?
- Czuję się cudownie. Dawno nie byliśmy w takiej koegzystencji.. - ucina, by zanieść się śmiechem - A myślę.. myślę o nas. Tak. O tym, jak dalej potoczy się nasze życie, czy będzie dużo radości, ale czy i przytrafią się jakieś smutki...
- Marysiu - zaczyna Otto, zamykając jej dłoń w swojej - Smutków nie damy rady odeprzeć, ale zawsze możemy im się przeciwstawiać, oponując radością.
- Masz rację.
Otto upija łyk kawy, spoglądając gdzieś przed siebie. Czy zatrzymuje wzrok na kimś, czy może zamyślił się głęboko? - myśli Marysia - Jest w tym człowieku coś tak niesamowicie hipnotyzującego, że nie można z niego spuszczać wzroku. Jak dobrze, że jestem przy nim..
* * *
Zbliża się dwudziesta druga. Michał, rozwalony na kanapie wciśniętej w przedpokoju, przegląda gazetę i leniwie ziewa. Trochę myśli o Celinie. O tym, jak wszystko beznadziejnie się potoczyło, pozostawiło nieprzyjemną pustkę. W głębi duszy kocha tę kobietę, ale czy ona czuje to samo? Czy kiedykolwiek chciałaby do niego wrócić, powiedzieć mu "spróbujmy raz jeszcze"? Szczerze w to wątpi. I jest to całkowicie uzasadnione - Celina podczas ich ostatniego spotkania, sprawę postawiła jasno - nic już z nami nie będzie. Kolejny raz wzdycha ciężko i przewraca stronę gazety.
Marysia krząta się po domku, podchodząc do każdego jednego okienka i nerwowo przyciskając dłoń do piersi. Otto przesuwa ręką po jej ramieniu, chcąc ją rozgrzać.
- Zaczynam się martwić, Otto. Władek jeszcze nie wrócił, może coś mu się stało? Przecież nie możemy siedzieć i tak po prostu się gapić w okno! - krzyczy, dając upust swojemu zdenerwowaniu.
- Marysiu, uspokój się. Władek na pewno wstąpił do jakiejś knajpy, żeby coś zjeść, albo czegoś się napić.
- Albo - rzucił Michał, przerzucając strony gazety - ugania się za panienkami, w końcu teraz czuje wolność.
Poczucie humoru syna, nie udziela się Marysi. Wlepia w niego groźne spojrzenie i rzuca zduszonym głosem:
- Wiesz co, Michał, jesteś podły! Twój brat może walczy o życie w jakiejś bezgranicznej dziczy, a ty urządzasz sobie z niego żarty!
Konarski, urażony do głębi, spogląda w jej stronę i mówi słabo:
- Przecież nic takiego nie powiedziałem, mamo. Daj spokój... Władek za chwilę wróci do domu i będzie po problemie.
- Łatwo ci mówić! Jak miałbyś własne dzieci, to doskonale byś mnie rozumiał. Martwię się o niego.
- Nie masz o co, naprawdę.
Minuty za minutami mijają, zegar wybija kolejną godzinę, a Władka jak nie było, nie ma. Marysia cicho pochlipuje, zdając się na łaskę, lub niełaskę losu, modląc się, by jej synowi nic się nie stało.
Jakiś pies w oddali szczeka, też czekając, ale na swoją miskę jedzenia.
Każdy na coś w życiu czeka - myśli Marysia - Jedni na premię, drudzy na lepsze mieszkanie, jeszcze inni na zbawienie.
A ja właśnie na syna, który wyszedł z domu gdzieś w południe i nie wrócił do teraz.
A już myślałam, że uśmierciłaś Celinę... No urocze jest to opowiadanie. Mało jest takich, w których bohaterowie gdzieś wyjeżdżają. Aha, i jeszcze jedno. Jak Władek nie wróci z tej dziczy (i tak pewnie pojechał do Warszawy, do Rudej, chyba że ją uśmierciłaś )to przestaję być obserwatorem. XD ;D
OdpowiedzUsuń"A on milczy i jedynie ujmuje delikatnie w dłonie jej twarz, zatapia w niej wzrok i opiera swoje czoło o jej. Celebracja chwili się powtarza, są tylko oni; oni i roztaczająca się w okół nich panorama. Nie zwracają uwagi na chłopaków, którzy z uwagą obserwują matkę.
OdpowiedzUsuń- Kocham cię.. - rzuca szybko i ledwo słyszalnie.
Michał i Władek odchodzą. Bo, po co też mają rozdzierać tę sferę intymności, zrodzoną przez tych obojga? To niegrzeczne. Niestosowne. Niekulturalne.
- Nie tak, jak uczyła nas mama - wtrąca gdzieś Michał, wkładając ręce do kieszeni i przygryzając źdźbło trawy." - och i ach ^^ Chociaż Michał, który nie ma uwag do pana KirŚnera już nie jest tak zabawny.... teraz jest uroczy ;)
"- Ty, Guzik, w łeb chcesz? - pyta z powagą Władek, trzaskając kartami o stół.
- Wyluzuj, braciszku - rzuca nonszalancko młodszy Konarski - Widziałeś, że osądzasz bliźniego?" - no, tutaj norma wyrobiona, Michał taki jak zawsze ;)
"- Zaczynam się martwić, Otto. Władek jeszcze nie wrócił, może coś mu się stało? Przecież nie możemy siedzieć i tak po prostu się gapić w okno! - krzyczy, dając upust swojemu zdenerwowaniu.
- Marysiu, uspokój się. Władek na pewno wstąpił do jakiejś knajpy, żeby coś zjeść, albo czegoś się napić.
- Albo - rzucił Michał, przerzucając strony gazety - ugania się za panienkami, w końcu teraz czuje wolność.
Poczucie humoru syna, nie udziela się Marysi. Wlepia w niego groźne spojrzenie i rzuca zduszonym głosem:
- Wiesz co, Michał, jesteś podły! Twój brat może walczy o życie w jakiejś bezgranicznej dziczy, a ty urządzasz sobie z niego żarty!" - popłakałam się ze śmiechu. Biedna Marysia, ale ona już przegina... ;) Bezgraniczna dzicz... :D :D :D Ja tam podzielam poczucie humoru jej syna ;)
Czekam na kolejną część, bo to opowiadanie jest przeurocze ;) Przyjemnie się czyta ^^ Tylko wiesz, niech tam Władek nie zginie w tej bezgranicznej dziczy :D