Świstokliki

środa, 28 sierpnia 2013

Pamięć, cz.3

Przed północą deszcz zaczyna dzwonić o szyby i miarowo stukać o blaszane parapety. Marysia siedzi na krześle, wpatrując się tempo przed siebie, nie ulegając namowom Otto, by położyła się do łóżka i zasnęła.
- Nie mogę, rozumiesz?! Nie mogę! Dopóki mój syn nie wróci do domu, to nie zasnę - wyjaśnia, nerwowo zaciskając dłonie.
- Odpocznij, kochanie.
- Nie - i to jest jej ostatnie, twardo wypowiedziane słowo. Oczy jej iskrzą łzami, twarz powoli sinieje. Dłonie drżą spazmatycznie, a woda w szklance, postawionej tuż obok jej ręki, burzy się lekko.
Michał wychodzi z pokoju, by udać się do swojej sypialni. Nie bardzo chce czekać na brata, który i tak - jak myśli - niebawem się zjawi, cały i zdrowy. 
Wątpliwości coraz bardziej targają Marysią. Nie pozwalają jej siedzieć równo na krześle, skupić się na wzorku wyrysowanym na ceracie, ostrym świetle żarówki, padającym na jej delikatne dłonie. Chyba kiwa się na boki. 
Jest cicho, poza tym, że krzesło lekko skrzypi, tak, jak to się czasem zdarza w starych domach ze starymi meblami. Ta chatka nie jest pierwszej młodości, ma swój urok, ale też i swoje przekleństwa - przed wyjazdem długo zastanawiali się, czy aby na pewno powinni wynająć domek, w którym w niewyjaśnionych okolicznościach zamordowano młodą dziewczynę. Stało się to tuż przed wojną, jednak bardzo wielu miejscowych o tym pamiętało.

Po dwunastej drzwi otwierają się na oścież i staje w nich Władek. Wchodzi do środka bez słowa wyjaśnienia, zsuwa z siebie górski plecak i zagotowuje wodę na herbatę. Nie spogląda w stronę umęczonej i zdziwionej matki. Po prostu zajmuje się sobą.
- Władziu, gdzie byłeś? - głos Marii nie jest oskarżycielski, ale przyjazny.

Brak odpowiedzi.

- Władziu?

Wzrok pełen smutku zwraca się w jej stronę. I to jej mówi wszystko.

To czasem wystarcza.

W dłoni trzyma zdjęcie Wiktorii. Na fotografii dziewczyna ślicznie się uśmiecha, przyciskając do piersi burego kotka. Jest taka szczęśliwa. W oczach tańczą jej wesołe chochliki. 

- Czy.. czy coś się stało?

On dalej nie odpowiada. Jedynie zdejmuje z palnika ustawiony chwilę temu czajnik i pali to zdjęcie. Fotografia czernieje, płonie na pomarańczowo. Następnie robi się cieniutka, tak bardzo cieniutka i słaba, że obraca się w popiół.

Wiktoria zniknęła.

                                                            *     *    *
Ranek jest pochmurny, zapowiada się na burzę. Marysia wstaje ciężko z łóżka, usiłując przypomnieć sobie, kiedy to położyła się spać. O ile pamięta, to do późna usiłowała cokolwiek wyciągnąć z syna - zresztą na daremnie. Pewnie Otto przeniósł ją do sypialni, kiedy ta zmożona snem i wyczerpana zasnęła.
Kieruje się w stronę sypialni chłopców. Michał pochrapuje, jak gdyby nigdy nic, a Władek siedzi na łóżku, ze złożonymi dłońmi. Tak jakby się modlił, ale Marysia wie, że tego nie robi. W takich chwilach niejeden człowiek zaczyna wątpić w Stwórcę, zaczyna bluźnić Mu, ona wie, że jej syn do takich osób należy. 
- Czy coś się stało Wiktorii? - pyta, choć tak naprawdę zna odpowiedź. Usiłuje zatrzymać cisnące się do oczu łzy.
- Mamo.. - zaczyna słabo, chwytając ją raptownie za rękę - Wiktoria została brutalnie zamordowana przez UB.. W czasie naszego wyjazdu jeden z sąsiadów zakablował komunistom, chwycony na łapówkę. Wydał moją Rudą.. Moją - zakończył słabo.
- O Boże.. - szepce Maria, bo tylko na tyle ją stać. W jaki sposób może go pocieszyć, co ma powiedzieć? Co też może powiedzieć człowiekowi, którego świat się posypał. Który już nie ma dla kogo żyć..
- Bez Wiktorii nie mogę żyć. Ona była dla mnie wszystkim..
- Ona jest, Władziu, ona jest - poprawia go, połykając łzy - Nie chciałaby, byś się zadręczał. Spotkała ją straszna krzywda, niewyobrażalna krzywda i musiała.. musiała nas opuścić, ale czuwa nad tobą, nade mną, nad nami, gdzieś tam w górze... - tłumaczy, głaskając go po głowie.
Maria zastanawia się, od kogo syn dostał takie wstrząsające wieści. Przecież wyszedł w południe, jak gdyby nigdy nic, bez śladu rozpaczy. 
- Synu, kiedy się o tym dowiedziałeś?
- To.. dziwne. Szedł za mną jakiś człowiek. Nie znam go. Zaczepił mnie i wtedy, bez najmniejszych ogródek powiedział to..
- Kochanie... 

I właśnie w takich chwilach człowiek przekonuje się o nie wymowności słów. Ich niemocy. W takich chwilach zaczyna rozumieć, że czas jest najlepszym środkiem przekazu. Tym, który delikatnie mówi do nas, że trzeba iść przed siebie i starać się, by jakoś żyć. Żyć, pomimo wszystko.


2 komentarze:

  1. "- Odpocznij, kochanie.
    - Nie - i to jest jej ostatnie, twardo wypowiedziane słowo. Oczy jej iskrzą łzami, twarz powoli sinieje. Dłonie drżą spazmatycznie, a woda w szklance, postawionej tuż obok jej ręki, burzy się lekko." - widzę, że moją główną konkurentką w kategorii "histeryczka roku" jest Maria. Dobrze rozumiem? :D

    "Ta chatka nie jest pierwszej młodości, ma swój urok, ale też i swoje przekleństwa - przed wyjazdem długo zastanawiali się, czy aby na pewno powinni wynająć domek, w którym w niewyjaśnionych okolicznościach zamordowano młodą dziewczynę. Stało się to tuż przed wojną, jednak bardzo wielu miejscowych o tym pamiętało." - oj, przegięłaś :D

    " On dalej nie odpowiada. Jedynie zdejmuje z palnika ustawiony chwilę temu czajnik i pali to zdjęcie. Fotografia czernieje, płonie na pomarańczowo. Następnie robi się cieniutka, tak bardzo cieniutka i słaba, że obraca się w popiół.

    Wiktoria zniknęła." - to mi się podoba, bardzo, bardzo, bardzo. Wzruszające, ale w jakiś sposób piękne :)

    "Pewnie Otto przeniósł ją do sypialni, kiedy ta zmożona snem i wyczerpana zasnęła." - najlepsze zdanie w tym opowiadaniu xD

    Zakończenie... zbyt smutne, by wyrazić to słowami...

    Weny życzę! :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Mam wrażenie, że Wiktoria wcale nie została zabita... No szkoda że ją uśmierciłaś. Co do opowiadania - no smutne.

    OdpowiedzUsuń

Obserwatorzy