- Uroczego ma pani synka - powiedział, posyłając jej słaby uśmiech.
- Gdyby nie pan, mogłabym go stracić - odparła smutno, z wdzięcznością podając mu wyciągniętą dłoń - Dziękuję.
Od tamtego czasu widywali się nie raz w parku, spacerując i oddając głębokim, poważnym rozmowom. Antoni wzbudził w Lenie tak wielkie zaufanie, iż podczas kolejnych spotkań, opowiedziała mu niemalże całą historię swojego burzliwego życia. Kiedy opowiadała zdała sobie sprawę, że w czasie okupacji balansowała na krawędzi życia i śmierci. To dzięki Jankowi - ukochanemu mężowi - żyje i ma się całkiem dobrze.
- To niesamowite, że..
- Że żyję - odparła nazbyt chłodno Lena - Tak, zdaję sobie z tego sprawę - dodała cieplejszym tonem.
- Bardzo mi przykro, że cała historia zakończyła się w tak tragiczny sposób.
- Wiele miesięcy po jego śmierci przeklinałam los za to, co się stało. Zadawałam Bogu mnóstwo pytań, dlaczego w ten sposób pokierował życiem mojego męża. Z czasem zrozumiałam, że ta śmierć była potrzebna.. Musiało do niej dojść.. i tyle - zakończyła sucho, ukrywając zbierające się łzy.
Kiedy nadeszła zima spotykali się w kawiarni, dosyć często Antoni odwiedzał Lenę w domu, by pomóc jej przy domowych obowiązkach, lub przy Jasiu. Zrozumiała, że nic nie dzieję się bez powodu. Że jego obecność jest istotna.
Którejś nocy zrozumiała, że musi go przy sobie zatrzymać.
* * *
- Sprawdziłem te uszczelki. Już wszystko powinno grać jak należy. W razie czego, dzwoń. Na mnie już czas..
- Poczekaj - rzuciła - Zostań na obiedzie.
- Nie chciałbym zajmować ci czasu..
- Jesteś jedyną osobą w moim życiu, która może go zająć - wyrzuciła szybko, łamiącym się głosem, a on, jakby rozumiejąc jej prośbę, pochwycił jej drżącą dłoń.
[c.d.n (?)]
Świetnie piszesz ;)
OdpowiedzUsuń