Ludzie lubią komplikować sobie życie, jakby już samo w sobie nie było wystarczająco skomplikowane
- Carlos Ruiz Zafón
Październik, 1946 rok.
Żyję.
Żyję ja i Jaś. To jest najważniejsze. I tylko to się liczy - szepcę w jej stronę, a mój wzrok przebija ją na wylot. Wyglądam bowiem, jakbym chciała objawić przed nią najczarniejszą prawdę - jakbym chciała jej uświadomić, że jestem w stanie zrobić wszystko. Wszystko, co jest w stanie sobie wyobrazić. Wszystko, co domniema.
Co ją dręczy i nie daje jej spokoju.
- Nie myśl o mnie źle, Celinko - kończę, gładząc wierzch jej dłoni - Tylko o to cię proszę.
* * *
Maj, 1942 rok.
Milczę, choć chciałabym wykrzyczeć prawdę. Tak wiele wiem. Mogłabym powiedzieć wszystko, nawet chcę to powiedzieć, nie mogę być przecież taką egoistką - rozmyślam w czterech ścianach celi - Przecież mam dziecko. Powinnam o nie walczyć.
Przysięgałam. Bogu, Ojczyźnie, później Jankowi i samej sobie. Nie mogę się przyznać do niczego. Nie mogę powiedzieć niczego, nie mogę powiedzieć po co jechałam do Berlina, jakie miałam kontakty.
Głuchy trzask kluczy, stuk oficerek. Pewnie znowu zabiorą mnie na przesłuchanie, może teraz kopną i zadadzą śmiercionośny cios maleństwu - drżę ze strachu, chcę jęknąć, ale nie mam na to sił. Jestem za słaba.
- Jak się pani czuje?
Podnoszę niepewny wzrok i widzę Rainera.
Odchrząkam.
- Nie najlepiej. Rozumiem.
Nie odpowiadam.
- Ja mogę sprawić, że będzie pani naprawdę dobrze. Pani i pani dziecku.
Nie wątpię - sarkam w myślach. Ten człowiek przyprawia mnie o dziki gniew.
- Musi się pani zgodzić na ten układ, jeżeli pani chce, by dziecko przeżyło.
Ma mnie w garści. I od tego się to wszystko zaczyna.
No, co nie dodajesz kolejnej części? Zaintrygowałaś mnie końcówką, bo nie było żadnego układu Larsa i Leny w serialu.
OdpowiedzUsuńZapraszam do siebie
pierniczkoweopowiadania.blogspot.com